Mały felieton miejski: Udana rewitalizacja terenu w Szczecinie.

Często można spotkać się z błędnym użyciem terminu rewitalizacji. Potocznie nazywamy tak odświeżone elewacje lub wyremontowane budynki, choć nowa fasada rewitalizacją być nie musi.

Rewitalizacja to tak naprawdę zmiana charakteru danego miejsca (często niezagospodarowanego lub zdegradowanego), przywrócenie jej lub nadanie nowej funkcjonalności i ożywienie jej. Siłą rzeczy więc rewitalizacja ma służyć społeczności. Dziś chciałam pokazać Wam przykład z mojego rodzinnego miasta – Szczecina.

Kiedy przeprowadziliśmy się z bloku z wielkiej płyty do domku w okolicy były głównie chaszcze. Nieopodal mojego rodzinnego domu był park – dawniej niemiecki cmentarz. Za czasów mojego dzieciństwa szło się tym parkiem do kościoła lub ewentualnie z psem na spacer. Park miał nieco leśny, zdziczały charakter. Można było tam jeździć na rowerze, a nawet trochę próbowaliśmy grać w piłkę, z pewnością jednak nie było to chętnie uczęszczane przez mieszkańców miejsce. Nie nadawało się do piknikowania i było mocno zacienione.

W tamtych czasach naszą jedyną atrakcją była lina z grubymi supłami na końcu, na której można się było huśtać w cieniu wielkiego drzewa. Widzę, że ten sposób wcale nie umarł:

W Szczecinie nie mieszkam od przeszło trzynastu lat i niezbyt często tu bywam, dlatego zawsze, kiedy jestem, mam szansę czymś się zaskoczyć, coś nowego zobaczyć i tak też było tym razem. Przez lata wokół mojego domu na okolicznych łąkach dobudowano osiedle domków, a później pomiędzy parkiem a tymi domkami skonstruowano sztuczny zbiornik. Pływały tam kaczki i było malowniczo, ale pusto.

To, co zobaczyłam w tym roku, zupełnie odmieniło ten kawałek Szczecina i zostało zrobione naprawdę dobrze. Wydaje mi się, że ta przestrzeń zyska z czasem. Pomiędzy sztucznym stawem i parkiem a osiedlem mieszkalnym wybudowano strefę wypoczynku i rekreacji dla okolicznych mieszkańców. Jestem tu na przełomie maja i czerwca, pogoda jest słoneczna a obostrzenia związane z pandemią COVID-19 zostały nieco poluzowane, więc mogę zaobserwować jak chętnie mieszkańcy korzystają z tego miejsca.

To, co mnie zachwyciło to przestrzeń pomyślana tak, by mogli z niej skorzystać wszyscy (no prawie, niestety większość ścieżki jest nieco kamienista lub po prostu piaszczysta – to na pewno przyjemne, ale całkiem niefunkcjonalne dla osób z niepełnosprawnością). Jest tu boisko do koszykówki i piłki nożnej, miejsce do piknikowania, stolik do piłkarzyków, gry w ping-ponga, ale też szachów i chińczyka. W okolicy stoi dużo ławek i koszy na śmieci. Są zabawki edukacyjne, siłownia na świeżym powietrzu i drabinki do street workoutu. Słowem – mogą tu przebywać dziadkowie z wnukami, ruchliwe nastolatki, trenujący dorośli i ci, którzy po prostu mają ochotę popatrzeć na zieleń i włuchać się w śpiew ptaków. Dodatkowym atutem tego miejsca jest masa nieskoszonej zieleni, która daje prawdziwe wytchnienie.

O Szczecinie mówi się, że to miasto zieleni i naprawdę trzeba pomieszkać w kilku innych miastach Polski, żeby powiedzieć, że nie ma w tym stwierdzeniu nic przesadzonego. Sprawdźcie ze mną, jak wygląda ta nowa przestrzeń!

Dla starszych ławeczki w cieniu pergoli. Cień na razie jest hipotetyczny, bo pergola jeszcze nie jest obrośnięta pnącymi roślinami, ale widziałam je wkopane przy kratkach.

Ciekawostka lub źródło edukacji i początek fajnej rozmowy np. z dzieckiem. Zegar słoneczny potrzebuje nas jako wskazówki. Stając na płytce z odpowiednim miesiącem, możemy odczytać lokalny czas. Wskaże go nam własny cień.

Stolik do gry w chińczyka. Obok podobny do szachów. W Polsce nie ma kultury gry w bule, ale starsze osoby czesto lubią gry planszowe na świeżym powietrzu.

Dla małych miejsce do gry w klasy, ale również wbite w piach pieńki, po których można skakać. Obok ścieżka sensoryczna z różnymi rodzajami podłoża i grządkami z różnorodną roślinnością. O idei ogrodów i ścieżek sensorycznych pisaliśmy więcej TU.

Są też zabawki edukacyjne dla najmłodszych.

Siłownia pod chmurką.

Drabinki do ćwiczeń na świeżym powietrzu.

Dla tych, którzy chcą odsapnąć lub zamiast aktywnie odpoczywać, pragną po prostu popatrzeć na park, ustawiono dużo ławek.

Boisko do gry w kosza i piłkę nożną.

Z moich obserwacji wynika, że to bardzo udana inwestycja. Zdjęcia robiłam rano, ale popołudniami miejsce tętni życiem. Powstało dzięki budżetowi obywatelskiemu i przeznaczono na jego powstanie 2,5 mln złotych.

O akcji

Nie olewamy miasta, bo sprawy miejskiej przestrzeni nie są nam obojętne.

Organizujemy spotkania, debaty i akcje specjalne. Zapraszamy do dialogu wszystkich tych, dla których losy i rozwój miast – ich wygląd, architektura, a także stan czystości – są ważne. Chcemy pokazać, że razem możemy zmieniać przestrzeń miasta, czyniąc ją bardziej przyjazną, komfortową i estetyczną.

Nasz manifest

O autorce

Justyna Kokoszenko

Nie jestem ani urbanistką, ani architektką, ani nawet zaprawioną w bojach miejską aktywistką. Kim jestem? Dziennikarką, której super moc to ciekawość świata i stawianie pytań tym, którzy znają odpowiedzi. Jestem osobą „spoza” środowiska, ale…