MODERNISTYCZNE DOMY W KSZTAŁCIE KOPUŁ – WARSZAWSKA CIEKAWOSTKA ARCHITEKTONICZNA.

Lubicie historie o śmiałych architektonicznych koncepcjach, które zderzają się z rzeczywistością, a lata później wszyscy zastanawiają się – o co tam właściwie chodziło? Czasem całe osiedla zostają porzucane przez deweloperów w trakcie budowy. Inaczej jest w przypadku mini osiedla dziwacznych, futurystycznych domków przy ul. Ustrzyckiej w Warszawie.

Dawniej uchodziły za luksusowe i choć powstało ich jedynie 10 z planowanych 70, do dziś są architektoniczną ciekawostką na mapie Warszawy. Ciężko powiedzieć, że czas obchodzi się z projektem Andrzeja Iwanickiego łagodnie – część z domków-grzybów rozpada się, część marnieje, a te zasiedlone i doinwestowane są pokryte architektoniczną naroślą wielokrotnie przewyższającą skalę pierwotnych domków, tak, że właściwie kopulaków już nie widać. Kto wie? Może to ostatni moment, żeby w drodze na lotnisko Chopina zboczyć z trasy i zobaczyć ten eksperyment architektoniczny z lat 60 ubiegłego wieku?

Forma

Kopulaki nazywane są też grzybkami lub ulami i nie mogą być łatwe do umeblowania – w środku ich kształt również jest kulisty. Budynki występowały w wersjach czterokopułowych lub dwukopułowych i do każdego przylegał mikro ogródek. Średnica jednej kopuły to 3,3 m a wysokość w najwyższym miejscu dochodziła nawet do 4 m. Choć z zewnątrz domki wydają się maleńkie, dwukopułowe miały powierzchnię 64 m kw a czterokopułowe 110! Warto wiedzieć, że projekt Andrzeja Iwanickiego był całościowy- w swojej pierwotnej wersji do modernistycznych domków zaprojektowano również kolekcję mebli, które pomagały radzić sobie z krzywizną ścian. Przestrzenie miały ściśle określone role, a zewnętrzne elewacje były zdobione modnymi w czasach PRL mozaikami (niektóre można podziwiać jeszcze do dziś).

Kruczek prawny

Jeśli wydaje się wam, że ten kosmiczny w wyglądzie eksperyment miał być głównie zabawą formą, jesteście w błędzie. Architekci wykorzystali kruczek prawny, by obejść obowiązujące w tamtych czasach przepisy, które nie pozwalały na budowę domów jednorodzinnych o powierzchni większej niż 110 m kw. Rzecz w tym, że powierzchnię liczono dopiero od wysokości budynku, która przekraczała 2,2 m. Dzięki odlewanym z betonu kopułom wysokość powyżej 2,2 m nie dotyczyła całego domu-grzybka, mógł więc on być większy.

Dziś domki nie cieszą się dużym powodzeniem. Te, które pozostały w niezmienionej formie są objęte ochroną przez konserwatora zabytków. Reszta utonęła w nowoczesności, co nie wyszło jej na dobre. A zresztą oceńcie sami:

Tak, pod tą szklaną naroślą kryje się kopulak! Dobrze widzicie 🙂
A tu w stylu greckim.

O akcji

Nie olewamy miasta, bo sprawy miejskiej przestrzeni nie są nam obojętne.

Organizujemy spotkania, debaty i akcje specjalne. Zapraszamy do dialogu wszystkich tych, dla których losy i rozwój miast – ich wygląd, architektura, a także stan czystości – są ważne. Chcemy pokazać, że razem możemy zmieniać przestrzeń miasta, czyniąc ją bardziej przyjazną, komfortową i estetyczną.

Nasz manifest

O autorce

Justyna Kokoszenko

Nie jestem ani urbanistką, ani architektką, ani nawet zaprawioną w bojach miejską aktywistką. Kim jestem? Dziennikarką, której super moc to ciekawość świata i stawianie pytań tym, którzy znają odpowiedzi. Jestem osobą „spoza” środowiska, ale…